Wędrówka

Przez ciernie, osty, boso kroczę
Wśród łanów zbóż na mil tysiące
Spękaną ziemię krwią mą broczę
W oczy mi świeci wrogie słońce

Na grzbiecie dźwigam głaz ogromny
Do ciała mego przywiązany
Mozolnie brnę tak, już nie pomny
że wiatr sól sypie w moje rany

Pragnienie pali me wnętrzności
Lecz wody dojrzeć tu nie mogę
Zwątpienie czasem w sercu gości
Czy znajdę tą właściwą drogę

Lecz wiem,że przyjdzie dzień ten wielki
Gdy runie z trzaskiem niebo szklane
I zniknie mozół i ból wszelki
I drzewo życia będzie dane

Więc idę dalej, w końcu muszę
Dotrzeć do wody wartej picia
żelazną wolą słabość skruszę
Zgaszę pragnienie w źródle życia


..........

Marek Kowalewski

Spis treści